Jak trenować wytrzymałość na ściance bez zarzynania łokci i barków

0
1
Rate this post

Z tego artykułu dowiesz się:

Scenka z ścianki: kiedy wytrzymałość zabija łokcie

Ostatnia seria interwałów, czwarty raz ta sama przewieszona droga. Tętno w kosmosie, przedramiona beton, asekurant kibicuje: „Jeszcze jeden, dasz radę!”. Dajesz. Następnego dnia ból przy myciu zębów, szklanka wypada z ręki, łokieć ciągnie już przy podnoszeniu telefonu.

Ten schemat zna wielu wspinaczy: tydzień, dwa „mocnego pompowania” na panelu, chwilowa poprawa wytrzymałości, a potem nagle łokcie zaczynają palić, bark strzela przy zakładaniu bluzy, zamiast progresu jest wymuszona przerwa. Jednocześnie inni w tym samym czasie robią spokojne, ale dobrze zaplanowane ciągi na drogach i z miesiąca na miesiąc mają coraz lepszą wytrzymałość – i zero kontuzji.

Problem rzadko leży w tym, że ktoś „za dużo trenuje”. Zazwyczaj chodzi o fatalną mieszankę: kultura „dokręcania do odcinki”, brak planu, źle dobrane rodzaje wytrzymałości i ignorowanie pierwszych sygnałów z łokci i barków. Zmiana podejścia polega na tym, by trenować wytrzymałość wspinaczkową tak, aby szybciej rosły metry przewspinane na drogach niż liczba wizyt u fizjo. Da się to zrobić, ale wymaga to odcięcia się od myślenia „im bardziej boli, tym skuteczniej”.

Co tak naprawdę trenujesz? Rodzaje wytrzymałości we wspinaniu

Wytrzymałość tlenowa: „długie, łatwe kręcenie metrów”

Wytrzymałość tlenowa (aerobowa) to zdolność do wykonywania dużej ilości pracy przy niskiej intensywności przez długi czas. Na ściance wygląda to jak spokojne wspinanie po łatwych drogach (dla ciebie realnie OS-owych), bez zalewającej pompy, z możliwością swobodnej rozmowy na stanowisku. Celem jest krążenie krwi, nauka ekonomii ruchu i budowanie „bazy tlenowej” dla przedramion i całego ciała.

W praktyce: ciąg 4–6 dróg o trudnościach, które robisz pewnie, przy krótkich przerwach, ale daleko od odcięcia. Taki trening raczej odżywia tkanki, poprawia ukrwienie ścięgien, pomaga regenerować łokcie i barki zamiast je zabijać. To fundament, który większość wspinaczy pomija, bo „to za łatwe, nie czuję roboty”. A właśnie to „nieczucie” jest tutaj zaletą.

Wytrzymałość siłowa: „pompowe” ciągi w twoim rejonie trudności

Wytrzymałość siłowa to umiejętność wykonywania wielu stosunkowo mocnych ruchów pod rząd, zanim ręce odmówią posłuszeństwa. To klasyczne „zapiekanie” na drogach w rejonie twojego RP: chwytanie mniejszych chwytów, ruchy po przewieszeniu, sekwencje bez oczywistych miejsc odpoczynku. Mówiąc prosto – ile trudnych ruchów jesteś w stanie skleić, zanim przedramiona eksplodują.

Na panelu to najczęściej:

  • interwały na trudnościach 70–85% twojego maksimum,
  • obwody wspinaczkowe po kilku krótkich, ale wymagających boulderach:
  • powtarzanie jednej „pompowej” drogi wiele razy z ograniczonym odpoczynkiem.

To właśnie ten typ wytrzymałości najmocniej obciąża łokcie, barki i palce, bo operuje na wysokim napięciu mięśni i ścięgien przy dużej objętości. Bez zbudowanej bazy tlenowej i bez kontroli objętości łatwo tu o przeciążenia.

Pojemność i moc beztlenowa: krótkie bomby i sprinty

Wspinacze często wrzucają wszystko do worka „wytrzymałość”, ale w praktyce warto rozróżnić jeszcze dwa elementy:

  • pojemność beztlenową – ile pracy wysokiej intensywności jesteś w stanie wykonać, zanim totalnie „zaleje” cię kwas,
  • moc beztlenową – jak dużą intensywność (trudność ruchów) jesteś w stanie w ogóle podjąć.

Na ściance pojemność beztlenowa to np. powtarzanie krótkiego, bardzo trudnego bouldera kilka razy z minimalną przerwą; moc beztlenowa – pojedyncze przejścia swoich najtrudniejszych baldów czy krótkie, ekstremalnie trudne odcinki dróg. Te elementy są bardziej „sprinterskie” niż „maratońskie”. W czystej postaci mniej przypominają klasyczny trening wytrzymałości dróg, ale silnie angażują łokcie, barki i palce, zwłaszcza przy kiepskiej technice.

Które rodzaje wytrzymałości męczą, a które budują zdrowie?

Jeśli celem jest trenowanie wytrzymałości na ściance bez zarzynania stawów, warto myśleć o nich jak o różnych „nawierzchniach”:

  • Wytrzymałość tlenowa – zdrowa baza, niski stres mechaniczny, pomaga regenerować tkanki, idealna na początek cyklu, po kontuzji, w okresie zwiększania objętości.
  • Wytrzymałość siłowa – główny „silnik” dla dróg w panelu i skałach, ale wymaga bazy i kontroli objętości; najłatwiej tu „przestrzelić” i zajechać łokcie.
  • Pojemność/moc beztlenowa – bardziej „smarowanie mocą”, krótkie, intensywne cykle, duże ryzyko przeciążeń, jeśli łączone z ciężką pracą na drążkach czy campusie.

Bez świadomego rozróżniania tych typów łatwo robić ciągle tę samą mieszankę: trochę za trudno jak na bazę tlenową, trochę za łatwo jak na świadomy trening siłowej. Efekt – nie rozwijasz konkretnego parametru, za to stale irytujesz łokcie i barki przewlekłym przeciążeniem.

Młody mężczyzna trenuje wspinaczkę na ściance pod okiem instruktora
Źródło: Pexels | Autor: Tima Miroshnichenko

Dlaczego panel tak dobija łokcie i barki

Co w łokciu i barku najczęściej się „psuje” u wspinaczy

Łokieć i bark to nie są po prostu „zawiasy”, które się zgina i prostuje. W łokciu newralgiczne struktury to:

  • ścięgna zginaczy palców i nadgarstka (często ból po stronie dłoniowej, przy chwytaniu),
  • ścięgna prostowników (ból po stronie grzbietowej, klasyczny „łokieć tenisisty”),
  • przyczepy mięśni do nadkłykci kości ramiennej – miejsce, które „ciągnie” przy dotyku i przy prostowaniu.

W barku główne role grają:

  • stożek rotatorów – małe mięśnie stabilizujące głowę kości ramiennej w panewce,
  • mięśnie kontrolujące łopatkę (dolny i środkowy czworoboczny, zębaty przedni),
  • przednia część barku i ścięgno bicepsa, które często przejmują pracę za słaby stożek.

Gdy te struktury są niedotrenowane pod względem stabilizacji, a przeciążone pod względem siły chwytu i ciągnięcia, zaczynają boleć przy ruchach, które wcześniej były neutralne – wiszenie na prostych rękach, lekkie dociągnięcie do chwytu czy nawet sięgnięcie po kubek.

Co w panelu jest bardziej kontuzjogenne niż w skałach

W skałach ruchy są różnorodne, mikrochwyty inne na każdej drodze, naturalne przerwy między próbami wynikają z dojścia pod ścianę, asekuracji, pogaduch. Panel natomiast to laboratorium powtarzalności:

  • te same ruchy i te same chwyty powtarzane w seriach,
  • sztuczne, często bardzo agresywne formacje: duże przewieszenia, dalekie ruchy, fingerpockety,
  • brak „prawdziwych” mikroodpoczynków (stanie na ziemi czy wpięcie się do stanu często traktowane jest jako strata czasu, więc od razu kolejna próba).

Do tego dochodzi mentalność „max z każdej wizyty”: skoro już zapłacone za wejściówkę, to trzeba „zmęczyć się na maksa”. Efekt – za dużo trudnego bodźca w zbyt krótkim czasie, bez fazy adaptacji. Organizm przez chwilę to znosi, potem zaczyna wysyłać sygnały objawiające się bólem.

Typowe nawyki, które niszczą łokcie i barki

Najczęściej powtarzane błędy na treningach wytrzymałościowych na ściance to:

  • zbyt mała objętość łatwego ruchu – od razu wchodzenie w drogi z górnego rejonu możliwości, brak „kręcenia metrów” po łatwym panelu,
  • campusowy styl na trudnościach – skakanie z chwytu do chwytu bez pracy nóg, dynamiczne szarpane ruchy na zmęczeniu,
  • zero periodyzacji – cały rok ten sam schemat: kilka trudnych baldów + kilka powtórzeń jednej „pompowej” drogi,
  • ignorowanie bólu – „rozgrzeje się” albo „przejdzie”, więc z treningu na trening ból rośnie, a jakość ruchu spada.

Do tego dochodzi „skokowa progresja”: ktoś trenował 1–2 razy w tygodniu, nagle zaczyna robić 4 mocne jednostki, bo „sezon w skałach za pasem”. Taki skok w objętości i intensywności to prosta droga do przeciążenia ścięgien.

Czerwone flagi ostrzegające przed przeciążeniem

Organizm zwykle sygnalizuje problem dużo wcześniej, zanim stanie się on kontuzją wymagającą miesięcy przerwy. Warto traktować bardzo serio takie objawy:

  • ból łokcia lub barku przy wiszeniu na prostych rękach,
  • ból przy codziennych, lekkich ruchach (mycie zębów, otwieranie drzwi, podnoszenie czajnika),
  • tkliwość przy dotyku w okolicy nadkłykci łokcia lub przodu barku,
  • uczucie „ciągnięcia” ścięgna przy prostowaniu ramienia albo nadgarstka,
  • bark „przeskakuje” lub daje uczucie niestabilności przy ruchach nad głowę.

Jeśli takie sygnały pojawiają się po każdym treningu wytrzymałości na ściance, problem nie tkwi w twoim wieku czy „genetyce łokci”, tylko w proporcjach treści treningu. Łatwo wtedy powiedzieć „za dużo trenuję”, ale częściej chodzi o to, że praktycznie nie ma miejsca na spokojną objętość i regenerację.

Wniosek z sekcji: problem leży w proporcjach, nie w samym treningu

Panele same w sobie nie są złe. To świetne narzędzie do rozwoju wytrzymałości, pod warunkiem że większość czasu nie spędzasz w strefie „ledwo żyję”, a objętość trudnych przechwytów rośnie wolniej niż zdolność ich wytrzymania. Dopiero wtedy trening wytrzymałości wspinaczkowej zaczyna realnie budować formę zamiast statystykę kontuzji w twoim kalendarzu.

Fundamenty: rozgrzewka, mobilność i aktywacja przed treningiem wytrzymałości

Dlaczego wejście „z samochodu prosto w VI.3” to zły pomysł

Klasyczna scena: godzina 19, szybki przejazd z pracy, 15 minut na przebranie się, „rozgrzewką” jest droga rozgrzewkowa tylko z nazwy – w praktyce twoje OS. Po dwóch takich rejonowych trudnościach ciało jest już w trybie „przeżyj”, a nie „zaadaptuj się”. Rozgrzewka trwała łącznie 5 minut i polegała głównie na stresowaniu ścięgien.

Kontrastem jest osoba, która poświęca 15–20 minut na stopniowe wejście w trening: ogólne rozruszanie, mobilizację barków, kilka ćwiczeń z gumą i dopiero potem łatwe drogi. Ta druga osoba jest w stanie zrobić więcej jakościowych przechwytów bez bólu, mimo że „zmarnowała” czas na rzeczy niebędące wspinaniem. Realnie jednak to właśnie one otwierają okno na efektywny trening wytrzymałości.

Struktura solidnej rozgrzewki przed treningiem wytrzymałości

Rozgrzewkę można ułożyć w prosty schemat, który sprawdza się praktycznie zawsze:

1. Rozgrzewka ogólna (5–8 minut)

Celem jest podniesienie tętna, rozruszanie stawów i lekkie rozgrzanie mięśni, zanim cokolwiek chwycisz. W praktyce:

  • lekki trucht lub szybki marsz po schodach,
  • skakanka (2–3 serie po 1–2 minuty),
  • ergometr wioślarski lub rowerek na niskim oporze.

Ma być lekko, swobodnie, oddech przyspiesza, ale nie brakuje tchu. Celem nie jest zmęczenie, tylko włączenie układu krążenia.

2. Mobilizacja barków i łopatek (5–7 minut)

Kilka prostych ćwiczeń, które robią ogromną różnicę dla komfortu barków na ściance:

  • krążenia ramion w przód i tył w różnych amplitudach,
  • otwieranie klatki: przeplatane ramiona za plecami, powolne „rozciąganie” przodu barku,
  • kontrola łopatki: unoszenie, ściąganie, rotacje w górę i w dół bez ruchu ramion,
  • 3. Aktywacja mięśni stabilizujących bark i łopatkę (5–10 minut)

    Obrazek z panelu: ktoś machnie dwa razy ramionami, złapie gumę, „dla zasady” pociągnie ją pięć razy i już wisi na campusie. Po trzech seriach łopatki uciekają do uszu, barki robią się ciężkie, a łokcie zaczynają szumieć. Problem nie w tym, że użył gumy, tylko że nie włączył właściwych mięśni przed wejściem w obciążenie.

    Aktywacja to kilka świadomych powtórzeń, które „budzą” stożek rotatorów i mięśnie łopatki, zanim zaczniesz je katować na ścianie. Dobrze sprawdzają się:

  • zewnętrzna rotacja z gumą przy boku – łokieć blisko tułowia, mały zakres, ruch płynny; 2–3 serie po 12–15 powtórzeń na stronę,
  • rotacja w górze (pozycja „cactus” przy ścianie lub z gumą) – łokcie na wysokości barków, przedramiona idą w tył, bez wygięcia lędźwi,
  • „T”, „Y”, „W” na brzuchu lub na ławce – lekkie ciężarki lub sama masa ramion, wolne unoszenie i opuszczanie, skupienie na pracy łopatek,
  • face pull z gumą – ściąganie gumy do twarzy, łokcie szeroko, kończysz w pozycji jak do podciągnięcia nad klatkę.

Mięśnie mają się lekko „zapalić”, ale nie być zmęczone. Jeżeli po aktywacji czujesz pompę w barku jak po serii pompek, to za mocno kombinujesz – odejmij opór, skróć serię, skup się na kontroli.

4. Stopniowe wejście we wspinanie (10–15 minut)

Częsty schemat: jedna droga „na rozgrzewkę”, chwilę pogadać i już wjeżdża projekt z końca skali. Ręce zimne, głowa jeszcze w pracy, ruch „szarpany”, bo czucie chwytów dopiero się pojawia. O wiele lepiej zadziała mała piramida trudności.

Przykładowy schemat przed treningiem wytrzymałości:

  • 2–3 bardzo łatwe drogi, które jesteś w stanie przejść praktycznie bez zmęczenia (dużo stania na nogach, spokojny oddech),
  • 1–2 drogi o poziom niżej niż standardowy OS – wciąż kontrola, ale już trochę dłuższe sekwencje,
  • 1 droga blisko poziomu OS/flash, z naciskiem na technikę i płynność, a nie „odhaczenie stopnia”.

Pomiędzy drogami chwilę odpocznij, otrząśnij ręce, przejdź kawałek. Po takim bloku ciało jest prawdziwie rozgrzane, a nie tylko „przeciągnięte przez trudność”. Dalszy trening wytrzymałości staje się efektem ubocznym dobrej jakości ruchu, zamiast desperackiej walki o tarcie.

5. Mini-check list przed główną częścią treningu

Tuż przed wejściem w właściwe serie wytrzymałościowe zatrzymaj się na minutę i zrób wewnętrzny przegląd. To prosty filtr, który nieraz uratuje łokcie i barki.

  • Czy czuję ciepło w barkach i przedramionach, ale bez bólu?
  • Czy łatwe ruchy wychodzą płynnie, bez „zrywania” ciała z chwytów?
  • Czy przy kilku sekundach wiszenia na łatwym chwytaniu nic nie ciągnie w łokciu ani przodzie barku?

Jeśli choć na jedno z tych pytań odpowiedź brzmi „nie”, dołóż jeszcze jedną łatwą drogę, parę ćwiczeń z gumą, albo po prostu zwolnij. Szybciej dojdziesz tam, gdzie chcesz, jeśli nie będziesz przeskakiwał tej fazy.

Technika ruchu – najtańsza „dopałka” do wytrzymałości

Scenka: dwie osoby, ten sam poziom siły, zupełnie inna wytrzymałość

Na autoasekuracji wisi para wspinaczy o podobnej sile. Pierwszy ciśnie wszystko z rąk, biodra daleko od ściany, nogi „jadą” po stopniach. Po trzeciej drodze ledwo się trzyma. Drugi porusza się spokojnie, mocno stoi na nogach, często odpoczywa z wyprostowanymi rękami. Zrobili tę samą liczbę przechwytów, ale tylko jeden wygląda, jakby miał siłownię następnego dnia.

Wytrzymałość rzadko kończy się dokładnie wtedy, gdy kończy się siła. Znacznie częściej kończy się, gdy kończy się technika i zaczynasz przepalać każdy ruch siłowo. Dlatego praca nad techniką bywa najskuteczniejszym „dopalaczem” do treningu wytrzymałości – i jednocześnie najbezpieczniejszym dla łokci i barków.

Ekonomia ruchu – jak nie marnować siły na panelu

W praktyce „ekonomiczny ruch” oznacza, że za tę samą drogę płacisz mniejszym rachunkiem energetycznym. Jeśli na łatwej wycenie od razu się pompujesz, zwykle winne są:

  • ciągłe ugięcie łokci zamiast wiszenia na prostych rękach,
  • słabe odpychanie nogami, przez co wszystko wisi na palcach dłoni,
  • brak rotacji bioder i trzymanie tułowia zbyt daleko od ściany,
  • nerwowe ruchy – skoki, poprawki na chwytach, „szukanie” pozycji już po ich złapaniu.

Dobry trening wytrzymałości zaczyna się od zabrania nadmiarowego napięcia z rąk i barków. Zanim zwiększysz objętość, spróbuj przez kilka sesji robić drogi o stopień łatwiejsze niż zwykle, skupiając się tylko na płynności i pracy nóg. Nagle się okaże, że na końcu wciąż masz „zapas”, choć droga niby ta sama.

Proste zasady techniczne, które odciążają łokcie i barki

Nie trzeba robić rewolucji, żeby poczuć różnicę w zmęczeniu przedramion. Kilka zasad zmienia bardzo dużo, szczególnie na przewieszeniu:

  • Proste ręce zawsze, gdy tylko się da – w kluczowym ruchu możesz się ugiąć, ale między chwytami wisi się jak najdłużej na wyprostowanych łokciach. Łokcie i barki wtedy mniej „płoną”, a przenosisz część pracy na strukturę kości i biernych tkanek.
  • Biodro do ściany – przy każdym ruchu spróbuj „wepchnąć” jedno biodro bliżej panelu. Zyskujesz zasięg bez szarpania, a mięśnie pleców pracują w korzystniejszym ustawieniu.
  • Najpierw noga, potem ręka – zanim sięgniesz dalej, ustaw stopę jak najwyżej i solidnie „wstań z nogi”. Ręka kończy ruch, a nie go zaczyna.
  • Spokój na chwytach – złap, poprawić raz, ustaw ciało i dopiero idź dalej. Im więcej „szurania” ręką po chwycie, tym więcej bezsensownego napięcia w łokciu.

Przez jedno, dwa wejścia skup się tylko na tych prostych zasadach, bez patrzenia na trudność. Potem dopiero dokładaj intensywność i długość dróg. Wytrzymałość poprawi się „po cichu”, bo każdy ruch będzie mniej kosztowny.

Tempo i rytm wspinania – cichy zabójca albo sprzymierzeniec

Na łatwym terenie wielu wspinaczy pędzi, jakby zaraz ktoś miał zgasić światło. Serce bije jak przy sprincie, oddech przyspiesza, a zmęczenie rośnie szybciej niż powinno. W odwrotnej skrajności są ci, którzy wiszą długo w każdej pozycji, poprawiają chwyt dziesięć razy, zanim się odważą iść dalej. Obie strategie są kosztowne.

Na treningu wytrzymałości dobrze działa stałe, spokojne tempo:

  • bez zbędnego wiszenia między ruchami,
  • bez nerwowych przyspieszeń „bo czuję, że się pompuję”,
  • z regularnym oddechem – wydech przy dłuższym ruchu lub dociągnięciu.

Możesz to przećwiczyć na drogach znacznie poniżej swojego maksimum. Wybierz linię, którą znasz, i spróbuj przejść ją jak taniec o stałym rytmie. Jeśli łapiesz się na tym, że przyspieszasz w środku lub zamierasz na łatwych ruchach – skoryguj to przy następnej próbie. Taka kontrola tempa mniej męczy ścięgna niż dokładanie kolejnej serii bez ładu.

Technika odpoczynku na drogach wytrzymałościowych

Podczas dłuższych serii wytrzymałościowych często „ciśniesz do odcinki”, zamiast nauczyć się choć trochę odpuścić w trakcie drogi. To jak próba przebiegnięcia 10 km sprintem bez jednego zwolnienia. Odpoczynek na panelu to umiejętność, którą też można trenować.

Przy okazji każdej drogi z elementami wytrzymałości spróbuj:

  • szukać pół-stanów – miejsc, gdzie możesz stanąć stabilniej, choćby na kilka sekund,
  • przejść na jeden wyprostowany łokieć, drugi minimalnie pracuje nad zmianą chwytu,
  • świadomie poluzować ścisk – zamiast miażdżyć chwyt, trzymaj go „wystarczająco mocno”,
  • wyregulować oddech – kilka głębszych wdechów i wydechów potrafi zdziałać cuda.

Dobrym zadaniem jest wspinanie się na drogach wytrzymałościowych z celem: „na każdej długości drogi zatrzymam się na 2–3 krótkie odpoczynki, choćby po 3 sekundy”. Na początku może irytować, bo „przecież mogę iść od razu”, ale to właśnie uczy organizm wychodzenia z lekko zakwaszonego stanu, zamiast wchodzenia od razu w ścianę.

Techniczne „zadania” na trening wytrzymałości

Dobre nawyki ruchowe utrwalają się wtedy, gdy wplatasz je w normalny trening, a nie robisz osobno na „lekcji techniki”. Kilka prostych zadań można podpiąć pod sesję wytrzymałościową, nie wydłużając jej dramatycznie.

  • Drogi „na nogi” – przez 2–3 łatwe drogi licz głośno od 1 do 3 przed każdym ruchem ręką, ale w tym czasie musisz poprawić stopy i „wstać z nogi”. Ruch ręką dopiero po pracy nóg.
  • Drogi „na proste ręce” – cel: jak najwięcej chwytów złapanych przy możliwie prostych łokciach. Jeżeli łapiesz się na tym, że startujesz z mocno ugiętych, wróć ręką i popraw pozycję.
  • Drogi „bez poprawiania chwytów” – możesz złapać każdy chwyt raz. Jeśli złapiesz źle – trudno, idziesz dalej albo spadasz. Uczy to zdecydowania i minimalizuje „mielenie” ścięgien na jednym chwycie.

Takie zadania wprowadź na początku bloku wytrzymałościowego, gdy jeszcze nie jesteś totalnie zmęczony. Później, przy większej pompie, technika naturalnie trochę siada – ale baza, którą zbudujesz w pierwszych minutach, mocno ograniczy ilość „brzydkich” ruchów.

Jak technika wpływa na objętość treningu bez zwiększania ryzyka

Gdy ruch staje się tańszy energetycznie, można dorzucić objętości bez dokładania stresu mechanicznego na tkanki. Zamiast robić trzy krótkie, bardzo trudne serie, zaczniesz robić pięć–sześć umiarkowanych – wciąż jakościowych, bez bólu. W praktyce:

  • twoje przedramiona pompują się później, więc każdy trening trwa efektywnie dłużej,
  • unikasz rozpaczliwych rzutów do chwytów, które zabijają łokcie,
  • barki pracują bardziej w stabilnych pozycjach, z zaangażowaną łopatką.

To właśnie ten moment, w którym wytrzymałość zaczyna rosnąć na serio: ruch jest czysty, objętość kontrolowana, a łokcie i barki przestają być wąskim gardłem. Zamiast treningu „na przetrwanie” pojawia się trening, który realnie buduje formę na sezon skałkowy.

Mężczyzna na ściance boulderowej trenuje wytrzymałość na kolorowych chwytach
Źródło: Pexels | Autor: Pavel Danilyuk

Planowanie bloków wytrzymałości bez przepalania tkanek

Scenka: „więcej serii, więcej formy” – do czasu

Po dwóch tygodniach nowego planu robisz wytrzymałość co sesję: obwody, interwały, długie drogi. Pierwsze dni – sztos, czujesz progres. Po dziesiątej takiej jednostce w trzy tygodnie budzisz się rano i łokieć jak z drewna, bark „ciągnie” przy zakładaniu bluzy. Forma może i lepsza, ale nagle trzeba zaciągnąć ręczny na kilka tygodni.

Jak często trenować wytrzymałość na panelu

Dla większości osób trenujących rekreacyjnie zupełnie wystarczy, jeśli prawdziwy trening wytrzymałości (czyli zaplanowane serie, interwały, obwody) pojawi się:

  • 1 raz w tygodniu – gdy masz 2 sesje wspinaczkowe,
  • 1–2 razy w tygodniu – gdy wspinasz się 3–4 razy w tygodniu.

Reszta sesji może zawierać elementy wytrzymałości (np. jedna dłuższa droga na koniec, krótszy obwód na rozgrzewkę), ale nie zamienia się w kolejną „rzeźnię na przedramiona”. Stawy lepiej znoszą regularny, umiarkowany stres niż skoki typu „0 albo 100%”.

Mikrocykl: prosty szkielet tygodnia pod wytrzymałość

Zamiast wrzucać wytrzymałość tam, gdzie jest wolne okienko, łatwiej ogarnąć tydzień w prostym schemacie. Przykład dla osoby z trzema sesjami panelu:

  • Dzień A – technika + lekka wytrzymałość
    Dużo łatwych dróg, zadania techniczne, na końcu 1–2 dłuższe linie „na rytm”. Bez dopalania do pełnej pompy.
  • Dzień B – główna wytrzymałość
    Obwody, interwały, serie na drogach pod korek – to środek ciężkości tygodnia.
  • Dzień C – siła/moc + krótkie dogrzanie aerobowe
    Bouldery, trzymanie napięcia, na koniec 10–15 minut bardzo łatwego, ciągłego wspinania bez wchodzenia w zmęczenie ścięgien.

Takie rozłożenie pozwala łokciom i barkom trochę ochłonąć między mocniejszymi bodźcami. Mięśnie czują, że „dostały robotę”, a tkanki ścięgniste nie wchodzą w chroniczne podrażnienie.

Bloki 4–6 tygodni – kiedy zwiększać objętość

Najczęstszy błąd: duży entuzjazm na starcie, więc obwody rosną skokowo w czasie jednego tygodnia. Lepsza strategia to myślenie w blokach:

  • Tydzień 1–2: poznajesz formę, robisz mniejszą objętość i sprawdzasz, jak reagują stawy nazajutrz,
  • Tydzień 3–4: lekko podbijasz objętość (np. +1 seria, +1 droga, nie „x2 wszystkiego”),
  • Tydzień 5–6: możesz dorzucić trudniejsze wersje tych samych zadań lub jedną dłuższą serię w tygodniu.

Jeśli po zwiększeniu objętości łokcie/barki „odzywają się” przy codziennych czynnościach dłużej niż 48 godzin, wróć do dawki z poprzedniego tygodnia. To lepsze niż przetestowanie limitu na własnych ścięgnach.

Progresja objętości: dystans, a nie „zabijanie ruchu”

Wytrzymałość możesz podkręcać trzema suwakami: długość serii, ilość serii, trudność ruchów. Najbezpieczniej manipulować dwoma pierwszymi, zostawiając trudność na później. Przykłady:

  • zamiast od razu robić drogi o stopień trudniejsze – zacznij od +1–2 wstawień na tej samej wycenie,
  • wydłuż serię o 2–3 ruchy albo jeden „panelowy przelot”, nie o pół ściany,
  • zostaw „serię do odcięcia” na ostatni blok treningu, nie na rozgrzewkę.

Ciało lepiej akceptuje dodatkowe 10–15% pracy niż nagły skok 50%. Ten margines często decyduje o tym, czy dołożysz jednostki w kolejnym tygodniu, czy będziesz chłodzić łokieć pod kranem.

Sygnalizatory przeciążenia: kiedy wytrzymałość zaczyna szkodzić

Scenka: „to tylko zakwasy” – trzy tygodnie przed kontuzją

Po mocniejszym bloku czujesz kłucie przy wewnętrznej stronie łokcia przy ściskaniu kubka. Na panelu rozgrzewka trochę rozrusza, więc machasz ręką i ciśniesz dalej. Po kilku takich sesjach ból wchodzi przy każdym ruchu, a zapięcie plecaka robi się nieprzyjemne. Teraz to już nie „zakwasy”.

Różnica między normalnym zmęczeniem a przeciążeniem

Po treningu wytrzymałości zmęczenie mięśni jest naturalne, ale pewne sygnały pokazują, że tkanki nie nadążają z regeneracją:

  • ból punktowy (palec, konkretny punkt łokcia, jedno miejsce w barku), który utrzymuje się >48 h,
  • sztywność rano, która wymaga „rozruszania” zanim komfortowo złapiesz coś w rękę,
  • ból przy ściskaniu, skręcaniu klamki, podnoszeniu lekkiej torby bokiem,
  • uczucie „ciągnięcia” lub palenia w jednym miejscu przy dynamicznych ruchach nawet na łatwych drogach.

Zmęczone mięśnie bolą „szeroko” i szybko odpuszczają. Przeciążone ścięgno „strzela focha” przy konkretnym chwycie lub ruchu i robi to uporczywie.

Czerwone flagi w trakcie sesji

Podczas treningu wytrzymałości zwróć uwagę na sytuacje, w których lepiej odpuścić objętość zamiast ją dobijać:

  • ból pojawia się zawsze przy tego samego typu chwycie (np. małe krawądki, podchwyty nad głową),
  • każda kolejna seria wymaga wyraźnej kompensacji – np. odprowadzasz łokcie na boki, unikasz dociągnięcia w pełnym zakresie,
  • czujesz „chrupanie” lub przeskakiwanie w barku przy pracy nad głową,
  • siła w jednej ręce spada gwałtowniej niż w drugiej, choć wcześniej były zbliżone.

W takich momentach bezpieczniej jest przerzucić się w danej sesji na drogi łatwiejsze technicznie i skrócić blok, zamiast sztywno realizować plan „bo tak jest napisane”. Plan ma służyć tobie, nie odwrotnie.

Jak reagować na pierwsze sygnały przeciążenia

Zamiast czekać, aż ból „sam przejdzie”, wprowadź małe korekty od razu przez 1–2 tygodnie:

  • zmniejsz o ok. 30–40% objętość wytrzymałości (mniej serii / krótsze serie),
  • unikaj problematycznego typu chwytów (np. przesiadka z krawądek na obłe, z podchwytów na bardziej neutralne),
  • dodaj 2–3 razy w tygodniu lekki trening siły izometrycznej w bezbolesnym zakresie (np. delikatne utrzymanie chwytu gumowego ekspandera przy różnych kątach łokcia),
  • skup się mocniej na technice, tempie i pracy nóg – niech mięśnie rozwiążą zadanie, a nie ścięgna.

W większości przypadków takie „ściągnięcie nogi z gazu” na chwilę pozwala dokończyć blok treningowy, zamiast go brutalnie urwać przez kontuzję.

Mężczyzna wspina się po ściance wspinaczkowej w hali treningowej
Źródło: Pexels | Autor: Pavel Danilyuk

Autoregulacja treningu: słuchanie ciała zamiast sztywnego planu

Scenka: dzień „bez mocy” a robienie planu na siłę

Przychodzisz na ściankę po ciężkim tygodniu w pracy. Już rozgrzewka wisi ciężko, pierwsza seria wytrzymałościowa pali jak trzecia. Zamiast skorygować plan, dokładasz jeszcze dwie, „żeby zaliczyć”. Efekt – technika się sypie, łokcie biorą na siebie to, czego mięśnie nie dowożą.

Skala odczuć wysiłkowych – prosty termostat

Pomaga prosta subiektywna skala zmęczenia przy serii wytrzymałości (RPE 1–10):

  • 1–4 – luźno, mógłbyś robić to godzinę,
  • 5–6 – czujesz pracę, ale oddech pod kontrolą,
  • 7–8 – mocny wysiłek, pojawia się pompa, ale technika trzyma się kupy,
  • 9–10 – walka o życie, technika sypie się w końcówce.

Dla treningu wytrzymałości tlenowej na panelu większość serii powinna lądować w okolicach 6–8. Gdy przy planowanej „siódemce” czujesz od razu „dziewiątkę”, zmniejszaj długość serii lub liczbę powtórzeń zamiast iść w zaparte.

Elastyczne widełki w planie

Zamiast zapisywać „4 serie po 25 ruchów”, ustaw sobie widełki:

  • 3–4 serie w zależności od tego, jak trzyma technika,
  • 20–25 ruchów w serii – z dolną granicą na „gorszy dzień”.

Kryterium końca bloku może być: „kończę, gdy zaczynam gubić stopy, ciągnę wszystko z rąk i przestaję wisieć na prostych łokciach”. Dzięki temu to jakość ruchu, a nie cyferka w notesie, decyduje o objętości. Łokcie i barki rzadziej płacą wtedy rachunek za ambicję.

Wsparcie poza ścianą: proste nawyki ochronne dla łokci i barków

Scenka: cały dzień przy biurku, a potem lot na panel

Osiem godzin przy komputerze, barki w protrakcji, szyja wysunięta do przodu. Po pracy szybki transport na panel, pięć minut rozgrzewki i od razu w przewieszenie. W połowie drogi łopatki już nie „dojeżdżają”, a przedramiona nadrabiają za całe plecy.

Krótka mikro-rozgrzewka poza panelem

Jeśli wpadasz na ściankę „z biegu”, przyklejenie 3 minut aktywacji może uratować sesję. Wystarczy:

  • otwarcia klatki przy ścianie lub drabinkach (ramiona w literę T/Y, lekkie dociągnięcie łopatek) – 1–2 serie po kilkanaście powtórzeń,
  • krążenia ramion z gumą lub lekkim ciężarem, w pełnym i małym zakresie,
  • kilka izometrycznych „docisków” łopatki do ściany lub drążka – uczysz ciało, że bark ma się stabilizować, zanim wejdziesz w chwyt.

To nie jest pełny trening ogólnorozwojowy, tylko włączenie świateł mijania, zanim wjedziesz na autostradę ruchów nad głową.

Minimalny „maintenance” siły dla zdrowych barków

Jeśli chcesz bezpiecznie trenować wytrzymałość, barki muszą mieć minimum siły i kontroli, żeby utrzymać łopatkę w dobrym ustawieniu. Prosty zestaw 1–2 razy w tygodniu:

  • face pull z gumą – łopatki do tyłu i w dół, 2–3 serie po 12–15 powtórzeń,
  • Y-raise w opadzie (minimalny ciężar lub sama masa ramion) – uczysz się „podnosić rękę z łopatki”,
  • proste planki boczne – stabilizacja obręczy barkowej i tułowia, które potem „trzymają” pozycję na ścianie.

Takie drobne wstawki nie zabiją cię objętościowo, a sprawią, że na przewieszeniu to nie łokieć będzie ostatnim, który się poddaje.

Nawyki regeneracyjne po treningu wytrzymałości

Po „długiej” sesji większość osób po prostu schodzi ze ściany i siada w aucie. Kilka minut inwestycji tuż po treningu sprawia, że tkanki szybciej wracają do stanu używalności:

  • delikatne rolowanie przedramion (np. na piłeczce tenisowej o ścianę) – bez miażdżenia, raczej „szukanie” miejsc napięcia,
  • łagodne rozciągnięcie zginaczy i prostowników nadgarstka – 2–3 x 20–30 sekund w lekkim dyskomforcie, nie w bólu,
  • kilka głębszych oddechów przeponą w siadzie / leżeniu – wycisza układ nerwowy, który po interwałach jest mocno nakręcony.

Tu nie chodzi o „zabezpieczenie się przed kontuzją jednym rozciąganiem”, tylko o prosty sygnał dla organizmu: „robota skończona, można się uspokoić”. Układ nerwowy szybciej wychodzi z trybu „walcz/uciekaj”, a to skraca czas regeneracji między sesjami.

Modyfikowanie zadań wytrzymałościowych, gdy coś zaczyna boleć

Poprzedni artykułJak oswoić ekspozycję w górach: ćwiczenia mentalne na grani i w ścianie
Michał Michalski
Michał Michalski to autor, który łączy praktykę wspinaczkową z podejściem „najpierw bezpieczeństwo”. Na blogu opisuje asekurację, węzły, stanowiska i organizację wspinania tak, by czytelnik rozumiał nie tylko „jak”, ale też „dlaczego”. Teksty opiera na aktualnych zaleceniach szkoleniowych, własnych obserwacjach z panelu i skał oraz analizie typowych błędów początkujących. Lubi proste procedury, checklisty i testy sprzętu w realnych warunkach. Stawia na rzetelność, jasny język i odpowiedzialne budowanie pewności siebie.